Podniebny Pentagon w�a�ciwie nie jest satelit� na orbicie geostacjonarnej. To pi�� satelit�w na orbitach prawie identycznych, przez co ca�a pi�tka tych uzbrojonych, impulsowo hartowanych kawa�k�w metalu ta�czy razem walca. Najpierw Alfa jest na zewn�trz, a Delta najbli�ej Ziemi, potem chwil� si� poko�ysz� i za chwil� Epsilon wystaje na zewn�trz, a Gamma najbli�ej osi, wymieniaj� si� partnerami w tanecznym pas i tak dalej. Po co tak si� dzieje, m�g�by kto� zapyta�, czemu tak to urz�dzono, zamiast po prostu zbudowa� jeden du�y. C�, w pi�� satelit�w pi�� razy trudniej trafi� ni� w jeden. Osobi�cie s�dz�, �e r�wnie� dlatego, �e zar�wno rosyjska plac�wka, Orbitalny Tyuratam i chi�ski Podgl�dacz to jednolite konstrukcje. Oczywi�cie Stany Zjednoczone Ameryki P�nocnej chcia�y pokaza�, �e zrobi�, to lepiej, albo przynajmniej inaczej. Ich satelita pochodzi� z czas�w wojen. M�wi�, �e w swoim czasie by� najnowszym krzykiem techniki obronnej. Jego pot�ne, zasilane j�drowo lasery mog�y zmie�� pocisk wroga z odleg�o�ci pi��dziesi�ciu tysi�cy mil. Mo�e i rzeczywi�cie mog�y - kiedy zosta�y skonstruowane i jakie� trzy miesi�ce p�niej, a� pozostali ch�opcy zacz�li stosowa� identyczn� technik� hartowania impulsowego oraz urz�dzenia antyradarowe i wszyscy wr�cili do punktu wyj�cia. Ale to zupe�nie inna historia.
Nigdy zatem nie widzieli�my czterech pi�tych Pentagonu, chyba �e na ekranie. Cz��, do kt�rej nas skierowano, to by�a ta, gdzie znajdowa�y si� kwatery za�ogi, administracja i karcer. By�a to Gamma, sze��dziesi�t ton metalu i mi�sa, rozmiar Wielkiej Piramidy i do�� zbli�ony do niej kszta�t; do�� szybko odkryli�my, �e bez wzgl�du na to, jak ch�tny do wsp�pracy by� genera� Manzbergen na Ziemi, tu czeka�o nas ch�odne przywitanie. Przede wszystkim, bardzo d�ugo nas trzymali przed udzieleniem zezwolenia na otwarcie luku.
- Mo�e bardzo ucierpieli z powodu Gor�czki - podsun�a Essie, marszcz�c brwi przed ekranem, kt�ry pokazywa� tylko metalowy bok Gammy.
- To �adne wyt�umaczenie - odpar�em, a Albert wtr�ci� swoje trzy grosze:
- Nie ucierpieli bardzo, ale obawiam si�, �e byli przygotowani na zadanie jeszcze mocniejszego ciosu. Za du�o naogl�da�em si� wojny; nie lubi� takich rzeczy. - Bawi� si� swoj� plakietk� z napisem "Dwa procent" i jak na hologram, wygl�da� na do�� zdenerwowanego. Mia� racj�, par� tygodni wcze�niej, kiedy terrory�ci zaatakowali z kosmosu za pomoc� TNP, ca�a stacja na minut� oszala�a. Nie trwa�o to d�ugo, dok�adnie jedn� minut�. I dobrze, bo podczas tej jednej minuty osiem z jedenastu posterunk�w, kt�re musz� by� obsadzone, �eby wycelowa� promie� protonowy w ziemskie miasta, by�o w rzeczywisto�ci obsadzonych. I ch�tnych do dzia�ania.
Ale nie to martwi�o Essie.
- Albercie - powiedzia�a - nie baw si� w zabawy, kt�re mnie denerwuj�. Przecie� tak naprawd� nigdy nie widzia�e� �adnej wojny. Jeste� tylko programem.
Skin�� g�ow�.
- Jak sobie pani �yczy, pani Broadhead. Czy mo�na? W�a�nie otrzyma�em zezwolenie na otwarcie luku i mog� pa�stwo wej�� do satelity.
Wi�c weszli�my, a Essie z zadum� spogl�da�a przez rami� na program, kt�ry zostawili�my za sob�. Podporucznik, kt�ry nas powita�, nie wygl�da� na zachwyconego. Przejecha� palcem po karcie danych statku, jakby chcia� si� upewni�, �e magnetyczny atrament si� nie �ciera.
- Dobrze - powiedzia� - otrzymali�my wiadomo�� na temat pa�stwa. Tylko jedna rzecz, nie jestem pewien, czy dow�dca brygady mo�e si� teraz z pa�stwem spotka�.
- Ale my wcale nie chcemy si� spotyka� z dow�dc� brygady - wyja�ni�a Essie s�odko - ale z pani� Dolly Walthers, kt�ra jest tu przetrzymywana.
- Och, tak, prosz� pani. Ale dow�dca brygady Cassata musi podpisa� pa�stwa przepustk�, a wszyscy s� teraz do�� zaj�ci. - Przeprosi� na chwil�, �eby poszepta� do telefonu i zrobi� bardziej zadowolon� min�. - Prosz� pa�stwa za mn� - powiedzia� i wreszcie wyprowadzi� nas z portu.
Umiej�tno�� poruszania si� w niskiej lub zerowej grawitacji traci si� po jakim� czasie, a ja ju� dawno nie mia�em okazji do jej prze�wiczenia. Poza tym rozgl�da�em si� jak turysta. Wszystko by�o dla mnie nowym do�wiadczeniem. Gateway to asteroid, w kt�rym dawno, dawno temu Heechowie wydr��yli tunele, wyk�adaj�c wszystkie wewn�trzne powierzchnie swoim ulubionym, niebiesko l�ni�cym metalem. Fabryka Po�ywienia, Niebo Heech�w i wszystkie inne du�e konstrukcje, kt�re odwiedzi�em w kosmosie, tak�e by�y dzie�em Heech�w. Moja pierwsza wizyta w wielkim, wykonanym przez ludzi artefakcie, przyprawi�a mnie o zam�t. Wygl�da�a bardziej obco ni� cokolwiek, co zbudowali Heechowie. �adnego znajomego b��kitnego blasku, tylko pomalowana stal. �adnej wrzecionowatej komory na linii osi. �adnych poszukiwaczy, wygl�daj�cych na �miertelnie wystraszonych albo triumfuj�cych, �adnych zbior�w muzealnych ze strz�pkami techniki Heech�w, znajdywanych tu i tam po ca�ej Galaktyce. Za to byli �o�nierze w ciasnych kombinezonach i, z jakiego� powodu, w he�mach ochronnych. Najdziwniejsze za� by�o to, �e cho� ka�dy z nich mia� kabur� na bro�, wszystkie by�y puste.
Zwolni�em, �eby pokaza� to Essie.
- Zobacz, nie ufaj� nawet w�asnym ludziom - zauwa�y�em.
Schwyci�a mnie za ko�nierz i wskaza�a przed siebie, gdzie czeka� podporucznik. - Nie obgaduje si� gospodarzy, Robinie, przynajmniej dop�ki nie znajdziemy si� za ich plecami. Tutaj. To musi by� tutaj.
Ani minuty za wcze�nie; zaczyna�em traci� oddech z wysi�ku, holuj�c si� korytarzem przy zerowej grawitacji.
- Zapraszam pa�stwa do �rodka - powiedzia� podporucznik go�cinnie i oczywi�cie zrobili�my, jak nam
kaza�.
W �rodku nie by�o jednak nic poza pustym pomieszczeniem z par� lin do siedzenia na �cianach.
- Gdzie dow�dca brygady? - zapyta�em.
- M�wi�em ju� pa�stwu, �e wszyscy jeste�my teraz do�� zaj�ci. Spotka si� z pa�stwem w pierwszej wolnej chwili. - A potem, z u�miechem rekina, zamkn�� za sob� drzwi. Ciekaw� cech� tych ostatnich by�o, jak to od razu zauwa�yli�my, �e od wewn�trz nie mia�y klamki.
Jak chyba ka�dy, czasem miewam fantazje o tym, �e mnie aresztowali. Prowadzisz aktywne �ycie, hodujesz ryby albo bilansujesz czyje� ksi�gi rachunkowe, albo piszesz now� wspania�� symfoni� i nagle rozlega si� pukanie do drzwi.
- Idziemy, prosz� nie stawia� oporu - s�yszysz, a na twoich przegubach zatrzaskuj� si� kajdanki i odczytuj� ci twoje prawa, a potem l�dujesz w takim miejscu, jak to. Essie zadr�a�a. Te� musia�a miewa� takie fantazje, cho� nie wiem, czy istnieje osoba o r�wnie niewinnym �yciorysie, jak jej.
- To g�upie - powiedzia�a, bardziej do siebie ni� do mnie. - Jaka szkoda, �e tu nie ma ��ka. Mogliby�my jako� zabi� czas.
Poklepa�em j� po r�ce. Wiedzia�em, �e pr�buje mnie rozweseli�. - M�wili, �e s� zaj�ci, - przypomnia�em.
Wi�c czekali�my.
Jakie� p� godziny p�niej, bez ostrze�enia, poczu�em, jak Essie sztywnieje pod moj� r�k�, kt�r� trzyma�em na jej ramieniu; jej wyraz twarzy sta� si� w�ciek�y i szalony; poczu�em szybki, bolesny, ob��kany cios w moim w�asnym umy�le i nagle wszystko si� uspokoi�o, a my spojrzeli�my na siebie. Trwa�o to tylko par� sekund. Wystarczaj�co d�ugo, �eby�my zrozumieli, czym byli tak zaj�ci nasi gospodarze i dlaczego w kaburach nie nosili broni.
Terrory�ci zn�w uderzyli - ale by�o to jedynie kr�tkie uderzenie.
Porucznik promienia� szcz�ciem, kiedy wreszcie po nas wr�ci�. Nie chc� przez to powiedzie�, �e zachowywa� si� sympatycznie. Nadal nie przepada� za cywilami. By� wystarczaj�co szcz�liwy, by prezentowa� szeroki u�miech na twarzy, a zarazem na tyle nieprzyjazny, �e nie zdradzi� nam przyczyny tego u�miechu. Min�o sporo czasu. Nie przeprasza�, po prostu poprowadzi� nas do biura komendanta, przez ca�� drog� si� u�miechaj�c. A kiedy tam dotarli�my, do pomieszczenia o pastelowo pomalowanych �cianach z holograficznym widoczkiem z West Point na �cianie i srebrzy�cie l�ni�cym poch�aniaczem dymu, kt�ry na pr�no usi�owa� poch�on�� dym z cygara, dow�dca brygady Cassata te� si� u�miecha�.
Nie istnia�o zbyt wiele dobrych wyt�umacze� dla tej tajemniczej rado�ci, wi�c odda�em strza� w ciemno i trafi�em w jedno z nich.
- Moje gratulacje dow�dco - rzek�em uprzejmie - z okazji schwytania terroryst�w.
U�miech znik� na moment, ale powr�ci�. Cassata by� niskim cz�owieczkiem, bardziej p�katym ni�by sobie tego �yczyli lekarze wojskowi; jego uda prawie rozerwa�y szwy szort�w w kolorze ciemnej wojskowej zieleni, gdy przysiad� na brzegu biurka, by nas powita�.
- O ile mi wiadomo, panie Broadhead - powiedzia� - pa�skim celem jest tu odbycie rozmowy z Dolly Walthers. Oczywi�cie mog� to pa�stwo zrobi�, zgodnie z instrukcjami, jakie otrzyma�em, ale nie mog� odpowiedzie� na pana pytania dotycz�ce spraw bezpiecze�stwa.
- Nie zada�em �adnych - podkre�li�em. Nast�pnie, czuj�c jak spojrzenie Essie "po-co-nastawiasz-wrogo-tego-dupka?" pali mi szyj�, doda�em - C�, to bardzo uprzejmie z pana strony, �e mo�emy to zrobi�.
Skin�� g�ow�, w oczywisty spos�b zgadzaj�c si� z nami, �e jest bardzo �askawy. - Chcia�bym jednak zada� pa�stwu jedno pytanie. Czy mogliby pa�stwo powiedzie�, po co w�a�ciwie chc� si� z ni� spotka�?
Spojrzenie Essie nadal parzy�o, lecz powstrzyma�o mnie przed wypowiedzeniem tego, co mia�em zamiar powiedzie�.
- Ale� bardzo ch�tnie - sk�ama�em. - Pani Walthers przez pewien czas przebywa�a z pewn� osob�, kt�r� uwa�am za przyjaciela, a z kt�r� bardzo bym si� ch�tnie spotka�. Mamy nadziej�, �e nam powie, jak si� skontaktowa� z... hm, t� osob�.
Lawirowanie w gramatyce, �eby nie zdradzi� o kogo nam chodzi�o, nie mia�o wi�kszego sensu. Oni ju� na pewno przepytali Dolly Walthers na dziesi�� sposob�w i wiedzieli, �e mog�em mie� na my�li tylko jedn� z dw�ch os�b, a nazwanie Wana przyjacielem nie by�o szczeg�lnie prawdopodobne. Rzuci� zdziwione spojrzenie najpierw na mnie, potem na Essie, wreszcie rzek�:
- Pani Walthers jest niew�tpliwie bardzo popularn� osob�. C�, nie b�d� pa�stwa d�u�ej zatrzymywa�. - I odda� nas w r�ce podporucznika, kt�ry zabra� nas na wycieczk� z przewodnikiem.
Jako przewodnik podporucznik okaza� si� zupe�n� pomy�k�. Nie odpowiada� na pytania ani nie udziela� informacji z w�asnej woli. By�o mn�stwo rzeczy, kt�re nas zaciekawia�y, gdy� po Pentagonie wida� by�o �lady ostatnich zaj��. Szk�d fizycznych by�o niewiele, ale kiedy poprzednio stacja oszala�a na minut�, ucierpia�o na tym wi�zienie. Program zamykaj�cy cele zosta� uszkodzony przez za�og� na posterunku. Na szcz�cie w pozycji "otwarte", bo gdyby by�o inaczej, w celach siedzia�oby teraz troch� smutnych szkielet�w g�odz�cych si� na �mier�.
Dowiedzia�em si� o tym st�d, �e kiedy przechodzi�em obok rz�du cel, zauwa�y�em, �e wszystkie s� otwarte, a uzbrojeni �andarmi przechadzaj� si� znudzeni po korytarzach pilnuj�c, �eby osadzeni pozostali na swoich miejscach. Podporucznik zatrzyma� si� na chwil�, �eby porozmawia� ze stra�nikiem, a my czekali�my; Essie szepn�a mi do ucha:
- Gdyby nie z�apali terroryst�w, to czemu dow�dca mia�by by� dla ciebie taki mi�y?
- Dobre pytanie - odpar�em. - A ja mam inne
w rewan�u: co on mia� na my�li m�wi�c, �e Dolly jest popularn� osob�?
Podporucznik by� zbulwersowany rym, �e o�mielamy si� gada� w obecno�ci wojska. Zako�czy� pogaw�dk� z porucznikiem �andarmerii i pogoni� nas do celi z otwartymi drzwiami, kt�ra wygl�da�a, jak wszystkie inne. Wskaza� na jej �rodek.
- Oto pa�stwa wi�niarka - rzek�. - Mo�ecie z ni� porozmawia�, ale ona nie wie zbyt du�o.
- Zdaj� sobie z tego spraw� - rzek�em - bo gdyby co� wiedzia�a, to na pewno w og�le nie pozwoliliby�cie nam si� z ni� spotka�, prawda? - K�tem oka z�apa�em w�ciek�e spojrzenie Essie. Tym razem te� mia�a racj�. Gdybym go nie zdenerwowa�, podporucznik pewnie wykaza�by si� zwyk�� przyzwoito�ci� i cofn�� cho� o par� krok�w, �eby�my mogli porozmawia� z Dolly Walthers dyskretnie, a tymczasem stercza� twardo w otwartych drzwiach.
Albo i nie. Osobi�cie opowiadam si� za drug� z tych teorii.
Dolly Walthers by�a kobiet� o wzro�cie dziecka, o wysokim, dziecinnym g�osiku i okropnych z�bach. Nie wygl�da�a najlepiej. By�a wystraszona, zm�czona, z�a i spuchni�ta.
Ja nie miewa�em si� jako� szczeg�lnie lepiej. By�em ca�kowicie, ob��ka�czo przekonany, �e ta m�oda kobieta przede mn� w�a�nie sp�dzi�a par� tygodni w towarzystwie mi�o�ci mojego �ycia - albo jednej z mi�o�ci mojego �ycia - w ka�dym razie jednej z dw�ch na szczycie listy. M�wi� o tym tak lekko, ale wcale mi lekko nie przysz�o. Nie wiedzia�em co robi� i co m�wi�.
- Przywitaj si�, Robinie - poleci�a Essie.
- Pani Walthers - powiedzia�em pos�usznie - witam. Jestem Robin Broadhead.
Zosta�y jej jeszcze jakie� maniery. Wyci�gn�a r�k� jak grzeczne dziecko.
- Wiem kim pan jest, panie Broadhead, nawet je�li nie bra� pod uwag�, �e ju� kiedy� spotka�am pana �on�. - Wymienili�my uprzejmie u�ciski d�oni, a na jej twarzy
pojawi� si� �lad smutnego u�miechu. Dopiero jaki� czas p�niej, kiedy zobaczy�em jej pacynk� przedstawiaj�c� mnie samego, u�wiadomi�em sobie, dlaczego si� u�miecha�a. Ale wygl�da�a tak�e na zmieszan�. - Oni chyba m�wili, �e cztery osoby chc� si� ze mn� spotka� - powiedzia�a, zerkaj�c za niewzruszonego podporucznika i pr�buj�c dostrzec pozosta�e dwie.
- Jest nas tylko dwoje - powiedzia�a Essie i czeka�a, a� przem�wi�.
Ale nie odezwa�em si�. Nie wiedzia�em co powiedzie�. Nie wiedzia�em o co zapyta�. Gdyby by�a tu tylko Essie, pewnie zdo�a�bym wyt�umaczy� Dolly Walthers, jak wiele Klara dla mnie znaczy�a i poprosi� o pomoc. Albo gdyby by� tu tylko podporucznik, m�g�bym go zignorowa� i potraktowa� jak mebel. Czy przynajmniej tak mi si� wydawa�o - ale oni oboje tu byli, a ja sta�em z j�zykiem jak ko�ek, za� Dolly Walthers patrzy�a na mnie z zaciekawieniem, Essie wyczekuj�co, a nawet podporucznik odwr�ci� si� i zacz�� wlepia� we mnie ga�y.
Essie westchn�a, wydaj�c z siebie zniecierpliwiony, a zarazem wsp�czuj�cy odg�os i podj�a decyzj�. Przej�a dowodzenie. Zwr�ci�a si� do Dolly Walthers. - Dolly - rzek�a energicznie - wybacz mojemu m�owi. To wszystko jest dla niego do�� traumatyczne, z powod�w, kt�re s� zbyt skomplikowane, �eby teraz o tym m�wi�. Wybacz tak�e mnie, bo dopu�ci�am do tego, �e zabra�a ci� �andarmeria; ja tak�e odczuwam pewn� traum� ze zbli�onych powod�w. Wa�ne jest, co robimy teraz. A zrobimy tak: najpierw za�atwimy ci uwolnienie z tego miejsca. Potem zaprosimy ci� w podr�, a w zamian chcemy prosi� o pomoc w namierzeniu Wana i Gelle-Klary Moynlin. Zgoda?
Dla Dolly Walthers te� si� to dzia�o troch� za szybko.
- No... - powiedzia�a - ja....
- �wietnie - rzek�a Essie kiwaj�c g�ow�. - Musimy to za�atwi�. Poruczniku! Prosz� zaprowadzi� nas z powrotem na nasz statek, Prawdziw� Mi�o��.
Porucznik otworzy� usta, zszokowany, ale ja go uprzedzi�em.
- Essie, czy nie powinni�my o tym porozmawia� z dow�dc�?
�cisn�a moj� r�k� i spojrza�a na mnie. Spojrzenie by�o pe�ne wsp�czucia. U�cisk za� ostrzega� "stul-pysk-ty-durniu!" i by� bliski po�amania moich kostek. - Moje biedactwo - zwr�ci�a si� do oficera przepraszaj�cym tonem - w�a�nie przeszed� powa�n� operacj�. Nie wie co m�wi. Szybko, na statek, po lekarstwo!
Je�li moja �ona Essie uprze si�, �e co� zrobi, jedynym sposobem na poradzenie sobie z ni� jest pozwoli� jej to zrobi�. Nie wiem, co mia�a na my�li, ale by�o dla mnie absolutnie jasne, co mam z tym zrobi�. Przybra�em wygl�d starszego faceta, zn�kanego niedawn� operacj� i pozwoli�em si� poprowadzi� tu� za podporucznikiem przez korytarze Pentagonu.
Nie przemieszczali�my si� zbyt szybko, gdy� korytarze Pentagonu by�y do�� zat�oczone. Podporucznik zatrzyma� nas na skrzy�owaniu, �eby mog�a przej�� obok nas grupa wi�ni�w. Z jakiego� powodu opr�niano ca�y blok wi�zienny. Essie popchn�a mnie lekko, pokazuj�c mi monitory na �cianie. Jedna grupa monitor�w by�a po prostu drogowskazami, Kantyna, �o�nierze, Latryny, Dok V i tak dalej. Ale inna...
Inna pokazywa�a obszar dok�w; wprowadzano tam co� wielkiego. Olbrzymie, wypuk�e dzie�o ludzkich r�k; na pierwszy rzut oka by�o wida�, �e zbudowali to ludzie a nie Heechowie. Nie chodzi�o tylko o lini� ani o to, �e zbudowane by�o z szarej stali, a nie b��kitnego metalu Heech�w. Dowodem by�y marnie wygl�daj�ce pyski broni stercz�ce z g�adkiej pow�oki.
Jak mi by�o wiadomo, Pentagon straci� sze�� statk�w z rz�du pr�buj�c zamontowa� nap�d nad�wietlny Heech�w w swoich statkach. Na to nie powinienem narzeka�; z ich b��d�w skorzystali�my przy budowie Prawdziwej Mi�o�ci. Ale widok broni nie nale�a� do mi�ych. W statkach Heech�w jej si� nie widzia�o.
- No dalej - warkn�� podporucznik, gapi�c si� na nas. - Nie powinni pa�stwo tu przebywa�. Prosz� przechodzi�. - Ruszy� stosunkowo pustym korytarzem, ale Essie go powstrzyma�a.
- T�dy jest szybciej - rzek�a, wskazuj�c na znak Doki.
- Niewykonalne! - odwarkn��.
- Nie dla dobrego przyjaciela Pentagonu, kt�ry nie czuje si� dobrze - odpar�a, z�apa�a mnie za rami� i ruszyli�my w stron� najg�stszych skupisk ludzi. W Essie kryje si� tajemnica w tajemnicy, ale ta akurat za chwil� si� wyja�ni�a. Zamieszanie by�o spowodowane tym, �e w�a�nie wyprowadzano z kr��ownika schwytanych terroryst�w i Essie chcia�a na nich popatrze�.
Kr��ownik przechwyci� ich kradziony statek w chwili, gdy wychodzili z nad�wietlnej. Zestrzeli� go. Na pok�adzie by�o o�miu terroryst�w - osiem os�b w statku Heech�w, w kt�rym ledwo mie�ci�o si� pi��! Trzy z nich prze�y�y i zosta�y uwi�zione. Jedna by�a w �pi�czce. Jedna straci�a nog�, ale by�a przytomna. Trzecia by�a szalona.
I to w�a�nie ona przyci�ga�a najwi�cej uwagi. By�a to m�oda Murzynka - m�wili, �e z Sierra Leone - i bez przerwy krzycza�a. Mia�a na sobie kaftan bezpiecze�stwa. Wygl�da�a, jakby j� w nim trzymali od bardzo dawna, bo tkanina by�a poplamiona i cuchn�a, w�osy dziewczyny by�y pozlepiane, a twarz martwa. Kto� zawo�a� mnie po imieniu, ale przecisn��em si� do przodu za Essie, �eby lepiej widzie�.
- Ona m�wi po rosyjsku - powiedzia�a Essie marszcz�c brwi, ale niezbyt dobrze. - Z gruzi�skim akcentem. Bardzo silnym. M�wi, �e nas nienawidzi.
- Tego mo�na si� domy�le� - powiedzia�em. Do�� ju� zobaczy�em. Kiedy podporucznik przedar� si� przez t�um, wywrzaskuj�c do ludzi rozkazuj�cym tonem, �eby si� odsun�li, pozwoli�em, �eby odci�gn�� mnie do ty�u i wtedy zn�w us�ysza�em, �e kto� mnie wo�a.
Wi�c to nie by� podporucznik? Rzeczywi�cie, to nie by� m�ski g�os. Dobiega� z grupy wi�ni�w wyprowadzanych z cel i wtedy zobaczy�em, kto to by�. Chinka. Janie jaka� tam.
- Dobry Bo�e - odezwa�em si� do podporucznika - a j� za co zamkn�li�cie? Wydar� si� na mnie.
- To sprawa wojskowa i nie pana interes, panie Broadhead! Nie jest pan tu mile widziany!!!
Nie by�o sensu k��ci� si� z kim�, kto ju� podj�� decyzj�. Drugi raz go ju� nie zapyta�em. Podszed�em do linii i zapyta�em Janie. Ta grupa wi�ni�w sk�ada�a si� w ca�o�ci z kobiet, g��wnie personelu wojskowego, przymkni�tego niew�tpliwie za sp�nienie si� z przepustki albo danie po mordzie komu� takiemu, jak nasz podporucznik - by�em pewien, �e to wszystko dobre kobiety. Sta�y w milczeniu, s�uchaj�c.
- Audee chcia� tu przylecie�, bo tu jest jego �ona - odpowiedzia�a z takim wyrazem twarzy, jakby chcia�a powiedzie� o przypadku trzeciorz�dowego syfilisu. - Wi�c przylecieli�my, a kiedy si� tu dostali�my, zamkn�li nas w karcerze.
- Do�� tego Broadhead - wrzasn�� podporucznik - przegi��e� pa��! Albo natychmiast tu wr�cisz albo zostaniesz aresztowany. - I si�gn�� r�k� do kabury, w kt�rej zn�w by�a bro�. Essie podp�yn�a, uprzejmie si� u�miechaj�c.
- Ju� nie musi si� pan nami zajmowa�, podporuczniku - rzek�a - gdy� Prawdziwa Mi�o�� ju� na nas czeka. Macie ju� nas z g�owy. Prosz� tylko pami�ta�, �eby przys�a� do nas dow�dc�, �eby�my za�atwili pozosta�e sprawy.
Podporucznik gapi� si� na nas z szeroko otwartymi oczami.
- Prosz� pani - wyj�ka� - prosz� pani, dow�dca nie mo�e tu przyj��!
- Ale� mo�e! M�j m�� wymaga pomocy medycznej, musi wi�c tu zosta�, by mo�na by�o mu jej udzieli�. Dow�dca Cassata to rycerski cz�owiek, prawda? Z West Point? Wiele zaj�� z dobrego wychowania, etykiety, kaszlenia w d�o� i kichania w chusteczk�? Prosz� tak�e powiedzie� dow�dcy, �e mamy tu doskona�y burbon, i potrzebna nam pomoc, by go poda� mojemu biednemu m�owi.
Podporucznik niepewnie oddali� si�, straciwszy nadziej�. Essie spojrza�a na mnie, a ja spojrza�em na Essie.
- Co teraz? - spyta�em.
U�miechn�a si� i poklepa�a mnie po g�owie.
- Najpierw wydam Albertowi polecenia dotycz�ce burbona i innych rzeczy - odrzek�a i odwr�ci�a si�, wypowiadaj�c par� zda� po rosyjsku - a teraz poczekamy na dow�dc�.
Przybycie nie zaj�o dow�dcy wiele czasu, kiedy jednak do nas dotar�, ju� prawie o nim zapomnia�em. Essie plotkowa�a z o�ywieniem ze stra�nikiem, kt�rego zostawi� podporucznik, a ja sobie rozmy�la�em. A my�la�em g��wnie, dla odmiany, nie o Klarze, ale o stukni�tej Afrykance i jej prawie r�wnie stukni�tych kumplach. Przera�ali mnie. Terrory�ci mnie przera�ali. Dawniej by�a OWP oraz IRA, portoryka�scy nacjonali�ci i serbscy secesjoni�ci oraz bogaci g�wniarze z Niemiec, W�och i Stan�w, kt�rzy w ten spos�b okazywali pogard� swoim tatusiom - och, mn�stwo terroryst�w, we wszelkich rozmiarach i odmianach - ale byli rozproszeni. Fakt, �e zebrali si� w kup�, okropnie mnie przera�a�. Biedni i rozgoryczeni nauczyli si�, jak ��czy� sw� w�ciek�o�� i �rodki, i nie ulega�o w�tpliwo�ci, �e potrafi� zmusi� �wiat do wys�uchania ich. Schwytanie jednego statku nie powstrzyma nast�pnych; co najwy�ej sprawi, �e ich dzia�ania b�d� przez chwil� mniej uci��liwe - albo przynajmniej mniej uci��liwe.
Niestety, �eby rozwi�za� ich problem - uspokoi� ich w�ciek�o�� i zaspokoi� potrzeby - potrzeba by�o o wiele wi�cej. Najlepszym, a pewnie i jedynym rozwi�zaniem, by�a kolonizacja takich �wiat�w, jak planeta Peggy, ale by� to proces bardzo powolny. Transportowiec m�g� zawie�� do lepszego �ycia trzy tysi�ce osiemset os�b miesi�cznie. Co miesi�c jednak rodzi�o si� �wier� miliona nowych biedak�w, a tragiczne odejmowanie robi�o si� �atwo:
250 000
- 3 800
-------
246 200
Z t� liczb� ludzi urodzonych co miesi�c nale�a�o co� zrobi�. Jedyn� nadziej� by�y nowe i wi�ksze transportowce, setki i tysi�ce transportowc�w. Sto pozwoli�oby utrzyma� obecny poziom nieszcz�cia. Tysi�c za�atwi�oby spraw� od razu i na zawsze - ale sk�d wzi�� tysi�c wielkich statk�w? Zbudowanie Prawdziwej Mi�o�ci trwa�o osiem miesi�cy i kosztowa�o mnie znacznie wi�cej, ni� pierwotnie chcia�em wyda�.
G�os dow�dcy wyrzuci� mi z my�li te rozwa�ania.
- To jest - m�wi� - absolutnie niemo�liwe! Pozwoli�em pa�stwu spotka� si� z ni�, bo mnie o to poproszono. Ale zabranie jej st�d nie podlega dyskusji! - U�miechn�� si�, gdy do nich do��czy�em ujmuj�c d�o� Essie.
- Opr�cz tego jest jeszcze kwestia pana Walthersa i tej Chinki. Te� chcemy ich zabra�.
- Chcemy? - spyta�em, ale dow�dca mnie nie s�ucha�.
- Co jeszcze, na lito�� bosk�? - dopytywa� si�. - Mo�e mam pa�stwu przekaza� dow�dztwo mojej sekcji Pentagonu? Albo podarowa� wam ze dwa kr��owniki?
Essie uprzejmie potrz�sn�a g�ow�.
- Dzi�kujemy, nasz statek jest wystarczaj�co wygodny.
- Jezu! - Cassata potar� czo�o i pozwoli� Essie, �eby poprowadzi�a go do salonu na obiecanego bourbona. - Dobrze - rzek� - przeciwko Walthersowi i Yee-xing tak naprawd� nie mam �adnych zarzut�w. Nie mieli prawa przylatywa� tu bez zezwolenia, ale je�li ich pa�stwo zaraz st�d zabior�, mo�emy zapomnie� o ca�ej sprawie.
- Doskonale! - wykrzykn�a Essie. - Pozostaje wi�c tylko Dolly Walthers!
- Nie mog� wzi�� na siebie takiej odpowiedzialno�ci - zacz�� m�wi�, ale Essie nie da�a mu sko�czy�.
- Oczywi�cie, �e nie! Rozumiemy to doskonale. Mo�e wi�c zwr�cimy si� do wy�szej instancji? Robin! Zadzwo� do genera�a Manzebergena. Zr�b to od razu, �eby�my ju� potem mu nie przeszkadzali, dobrze?
K��cenie si� z Essie nie ma sensu, kiedy jest w takim nastroju, poza tym by�em ciekaw, co ma zamiar zrobi�.
- Albercie - zawo�a�em - wykonaj polecenie.
- Dobrze, Robinie - rzek� pos�usznie, sama fonia: za chwil� na ekranie pojawi� si� genera� Manzbergen siedz�cy przy swoim biurku. - Dzie� dobry, Robinie, Essie - przywita� si� rado�nie. - Kogo ja widz�, Perry Cassata! Gratulacje dla wszystkich!
- Dzi�ki Jimmy - odpar�a Essie, zerkaj�c w bok na dow�dc� - ale nie z tego powodu si� skontaktowali�my.
- Tak? - zmarszczy� brwi. - Co by to nie by�o, streszczajcie si�, dobrze? Bo mam wa�ne spotkanie za dziewi��dziesi�t sekund.
- Nie zajmiemy ci nawet tyle, drogi generale. Prosimy tylko, �eby� nakaza� dow�dcy, �eby przekaza� nam Dolly Walthers.
Manzbergen wygl�da� na zaskoczonego.
- A po co?
- Mo�emy j� wykorzysta� do zlokalizowania zaginionego Wana, drogi generale. Wie pan, on ma TNP. Zmuszenie go, �eby go odda�, le�y w interesie nas wszystkich.
U�miechn�� si� do niej z zainteresowaniem.
- Momencik, z�otko - i pochyli� si� nad dyskretnym telefonem.
Dow�dc� mo�e i da�oby si� pogoni�, ale ju� by� do�� podekscytowany.
- Jest op�nienie w transmisji - zauwa�y�. - Czy to jest radio z pr�dko�ci� zerow�?
- To transmisja impulsowa - sk�ama�a Esie wyja�niaj�c. - Mamy tu tylko ma�y statek, ma�o energii - kolejne k�amstwo i musimy oszcz�dza� energi� na po��czenia. A oto i genera�!
Genera� wskaza� palcem w stron� Cassaty.
- Zatwierdzone - szczekn��. - Mo�na im zaufa�, a my jeste�my im winni przys�ug�, poza tym mo�e nam to oszcz�dzi� troch� k�opotu na przysz�o��. Dajcie im, kogo tylko chc�, na moj� odpowiedzialno��. A teraz, na lito�� bosk�, pu��cie mnie na spotkanie i prosz� do mnie nie dzwoni�, chyba �e wybuchnie czwarta wojna �wiatowa!
Dow�dca brygady poszed� wi�c sobie, potrz�saj�c g�ow�; zaraz te� �andarm przyprowadzi� do nas Yee-xing,
minut� po niej Audee'ego Walthersa, a po chwili - Dolly Walthers.
- Mi�o was wszystkich znowu widzie� - powita�a ich Essie na pok�adzie. - Wiem, �e na pewno macie sobie du�o do powiedzenia, ale najpierw wydosta�my si� z tego paskudnego miejsca. Albercie! Ruszajmy, dobrze?
- Tak, pani Broadhead - za�piewa� g�os Alberta. Nie zada� sobie trudu pojawienia si� w fotelu pilota; po prostu podszed� do drzwi i opar� si� o nadpro�e, u�miechaj�c si� do ca�ego towarzystwa.
- P�niej was przedstawi� - rzek�a Essie.- To nasz dobry przyjaciel, kt�ry jest programem komputerowym. Albercie? Oddalili�my si� ju� na bezpieczn� odleg�o�� od Pentagonu?
Skin�� g�ow�, mrugaj�c. Nagle, na moich oczach, przemieni� si� ze starszego m�czyzny z fajk� i w workowatym swetrze w szczuplejszego, wy�szego, odzianego w mundur i obwieszonego medalami g��wnodowodz�cego genera�a Jamesa P. Manzbergena.
- No pewnie, z�otko - odkrzykn�� - a teraz zabierajmy nasze ty�ki w nad�wietln�, nim si� zorientuj�, �e zrobili�my ich w balona!